O CZAROWNICACH  w NYSIE i nie tylko...

    ...Po upadku Cesarstwa Rzymskiego chrześcijaństwo stało się religią panującą.
Mimo to wiele pogańskich zwyczajów, w tym uprawianie czarów przetrwało.
Z tego powodu torturowano i skazano setki tysięcy osób często na podstawie fałszywych dowodów.
Prześladowania trwały od XV do XVIII wieku.

Przeczytaj więcej: www.goryopawskie.pl/html/dziejecza1.html

    ... O to, że są czarownicami posądzano najczęściej stare nędzarki. Ponieważ były biedne często żebrały u sąsiadów i nieraz zapewne odchodziły z odmową. Odchodząc staruszka mogła coś do siebie mruczeć, sąsiad zaś czuł się winny, ponieważ skądinąd każdy miał obowiązek pomagać biedakom. Przypuśćmy, że wkrótce padło mu zwierze albo zachorowało dziecko. Zaczął się zastanawiać: dlaczego tak się stało? Może ktoś rzucił urok? Może to właśnie ta starucha, która mruczała coś pod nosem? I w ten sposób mogła być postawiona przed sądem i oskarżona o czary..

Innym powodem dla którego „pozbywano się” kobiet był ich majątki. Ginęły nie tylko kobiety, ale jak podają źródła, w Nysie palono też mężczyzn i dzieci w wieku 1-6 lat (wierzono bowiem, że potomkowie czarownic są opętani przez diabła) .
Zgodnie z obowiązującym prawem (tak było w księstwie nyskim) cały majątek oskarżonej konfiskowano i rozdzielano. I tak w roku 1639, 20 września spalenie 11 czarownic przyniosło 425 talarów. Tę sumę podzielono następująco:
 

Burmistrz

9 talarów          6 groszy

Rada

9 talarów          6 groszy

Wójt

18 talarów      12 groszy

Sędziowie

18 talarów      12 groszy

Pisarz

9 talarów          6 groszy

Sługa miejski

9 talarów          6 groszy

Biskup wrocławski

352 talarów    52 groszy

 Tak więc przyczyną prześladowań czarownic były nie tylko przesądy, ciemnota i nieobyczajność, lecz także strona finansowa „wiedźmy”.

Natomiast, gdy zasądzona kobieta była biedna i po niej nie pozostał żaden majątek, zapisywano taki przypadek na konto ideowej walki z diabłem i jego służebnicami.

 

A oto różne metody, aby kobieta uznana za czarownicę przyznała się do swoich praktyk i powiązań z czarną magią....

  • przede wszystkim wymuszano przyznania się do winy torturami. Sposobów, aby oskarżona potwierdziła zarzuty było mnóstwo: od łamani palców, rozciąganiu ciała na drabinie i opalaniu go pochodnią albo „masowaniu” wałkiem nabijanym gwoździami,

  • następny, choć po prostu niesprawiedliwy to sąd przez pławienie; wierzono, że czysta woda odrzuca kobietę mającą do czynienia z magią: nie umiejąca pływać topiła się,  a ta która uratowała się i tak ginęła w okrutnych torturach,

  • całkiem odrębnym sposobem było opieranie się na zeznaniach. Właściwie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że bardzo często świadkami były małe dzieci. Nie trudno się domyślić, że były one przekupywane lub szantażowane.

Właściwie każdy powód mógł być dobry, aby posądzić kobietę o magiczne praktyki.

Najczęściej prześladowano znachorki leczące ziołami oraz takie, które zajmowały się wróżbiarstwem, prostytutki albo nędzarki. Jednak zdarzało się, tak jak np.: w Nysie, iż ofiarami tegoż zabobonu były mieszczanki, które ośmieliły się dopominać o sprawiedliwość i występować przeciwko samorządowi.

Czarownice zmuszano do przyznania się do m.in. takich win:

  • do wesołych uczt na Łysej Górze, w których rzekomo mieli im towarzyszyć młodzi chłopcy,

  • do sprowadzania złej pogody i chorób na bydło,

  • do latania na miotle, widłach, łopatach do pieczenia chleba,

-       na skutek ciężkich tortur kobiety opowiadały nawet o tym, że współżyły z diabłem, który miał lodowato zimne przyrodzenie i na dźwięk imienia Jezus sikał im prosto w oblicze.

Dzisiaj może to wydawać się nam to śmieszne, ale jeszcze nie tak dawno takie sprawy traktowano bardzo poważnie, co przynosiło męczeńską śmierć „czarownicom”.

             Narzędzia zbrodni – jak ginęły czarownice?

    Kobiety uznane za winne najczęściej palono na stosie, rzucano do rzeki, albo torturowano specjalnymi narzędziami: zamykano je w specjalnych szafach, których wewnętrzna powierzchnia drzwi nabita była gwoździami, na twarz nakładano im żelazne maski, które mocno zaciśnięte powodowały śmierć. Zamykano je również w lochach, by z głodu powoli umierały.
    Innym sposobem było ścinanie ich głów mieczem, często podobnym to tego, który prezentowany jest w Muzeum w Nysie. Warto go obejrzeć, bo jego historia pełna jest bólu, cierpienia i ludzkiej krzywdy, a on sam jest symbolem ludzkiej głupoty i wiary w zabobony.

Bibliografia:

  • "Wieźmy i czarownice" - Douglas Hill

  • "Miasto grozy" - Nowa Trybuna Opolska, 1996

  • "Wspólniczki diabła czyli o procesach czarownic na Śląsku w XVII wieku" - Władysław Korcz